Finanse parabankowe - anarchia w prokuraturze.

parabank

Finanse parabankowe - anarchia w prokuraturze.

Postautor: parabank » pn lis 04, 2013 6:15 am

Zdarza się, że prokuratury rywalizują między sobą; że nie wie lewica, co czyni prawica. Mamy teraz precedens: otwartą, publiczną wojnę między dwiema prokuraturami apelacyjnymi - łódzką i warszawską w sprawie śmierci gen. Papały. Zamiast wspólnych uzgodnień i jednobrzmiącego komunikatu, zajęły stanowiska odrębne.

Prokurator generalny zaufał obu prokuraturom, chociaż ich wersje się wykluczają. Bez wątpienia jest człowiekiem koncyliacyjnym, ale opinia publiczna jego dążenia do zgody za wszelką cenę w tym przypadku nie zrozumiała. Zamiast oczekiwanego wstrząsu, mamy uzbroić się w cierpliwość - prokuraturom dano czas do końca roku, by się dogadały.

Tymczasem absurdalny konflikt narasta, podczas niedawnej wspólnej narady doszło do otwartej kłótni. To sytuacja niebywała i kompromitująca dla polskiej prokuratury - dwa śledztwa w sprawie jednego zabójstwa i dwie odrębne grupy osób z zarzutami o popełnienie tego samego czynu! Każda z prokuratur ma własnych świadków koronnych i wierzy im ślepo. Trudno nazwać ten galimatias precedensem prawnym, doświadczeni karniści uważają, że to kompletne złamanie zasad. Stan anarchii. Anarchia ma też bardziej konwencjonalne oblicza. W jednej z prokuratur apelacyjnych zastępca otwarcie kontestuje szefa, uważa go za nieudacznika- głosi te opinie publicznie. Publiczność lokalna sądzi, że zastępca w swoim mniemaniu bardziej nadawałby się na funkcję szefa.

Koronne wygodnictwo

Powołaną do życia ustawą z 1997 r. instytucję świadka koronnego nieustannie osłabiają nie przestępcy, nie adwokaci (z zasady przeciwni dowodom z zeznań świadków koronnych), ale sami prokuratorzy. Dostali na tyle wygodne narzędzie, że zapomnieli o swoich powinnościach - weryfikacji zeznań i zbieraniu innych dowodów. Wymóg przedstawiania dowodów uwiarygadniających zeznania świadka koronnego omijają w prosty sposób - posiłkując się drugim koronnym, który wiedzę o przestępstwie zasłyszał od pierwszego koronnego. Tworzy się więc łańcuch świadków osaczających domniemanego przestępcę pajęczyną pomówień, których nikt nie potrafi sprawdzić. Rekord w dawaniu wiary na słowo pobił katowicki prokurator Roman Pietrzak, który opierając się zeznaniach świadka koronnego Macieja B., ps. Gruby, oskarżył przynajmniej kilkanaście nieznających się nawzajem osób o to, że działając wspólnie i w porozumieniu, stworzyły grupę przestępczą zajmującą się m.in. produkcją i handlem narkotykami. Właściciel ośrodka wczasowego nad Jeziorem Turawskim został oskarżony, że w kuchni, gdzie przygotowywano posiłki dla turystów, produkował amfetaminę. Spędził w areszcie ponad dwa lata. Niedawno, po wielu latach upokorzeń, sąd całkowicie uniewinnił go od zarzutów. Podobnie kończą się procesy innych członków domniemanego gangu, składającego się przeważnie z dotychczas niekaranych lokalnych przedsiębiorców, ale też z gospodyń domowych i emerytów.
Świadek Maciej B. zasłynął na całą Polskę z patentu, jaki wymyślił. Najpierw ludzi obciążał, a potem proponował im, że za pieniądze zmieni zeznania. Został za te czyny skazany, ale statusu świadka koronnego nie stracił. Teraz prokurator Pietrzak ma kłopot, bo po odbyciu kary Gruby przestał stawiać się na rozprawy osób, które pomówił. Wtajemniczeni twierdzą, że wyjechał do Australii. Świadek kłamał świadomie, sądy to obnażyły, prokurator powinien spalić się ze wstydu, a przełożeni ukarać go dyscyplinarnie. Nic takiego nie nastąpiło.

Bezkarność

Jeśli prokuratorowi zdarzy się wyrządzić krzywdę, to pozostaje zwykle całkowicie bezkarny. Wciąż martwy jest art. 557 Kodeksu postępowania karnego, mówiący o tym, że Skarb Państwa powinien wysuwać tzw. roszczenie zwrotne wobec funkcjonariusza publicznego, którego bezprawne działania spowodowały straty, np. w postaci odszkodowań wypłaconych niesłusznie aresztowanym. Pół biedy, jeżeli prokuratorzy popełniają błędy niezamierzenie. Bieda, jeżeli "błądzą" świadomie, bo chcą mieć szybki sukces. Ukrywają istotne dowody, namawiają świadków do składania fałszywych zeznań, obiecując w zamian bezkarność. Wtedy powinni być pociągani do odpowiedzialności dyscyplinarnej. Ale przewiny dyscyplinarne prokuratorów przedawniają się po trzech latach od ich popełnienia, a najczęściej demaskowane są dopiero po wielu latach, kiedy fałszywie pomówieni zostają oczyszczeni przez sądy prawomocnymi wyrokami.

Opisywany w POLITYCE 46/11 ("Ten Adam to był inny Adam") przypadek Adama Dudały skazanego na 25 lat więzienia wyłącznie na podstawie zeznań świadka przestępcy, który wielokrotnie kłamał jak z nut. Prokuratorzy z Białegostoku wiedzieli, kim jest świadek - Sławomir R., ps. Woźny, musieli też wiedzieć, kto jest prawdziwym sprawcą zbrodni, ale bez zmrużenia oka oskarżyli Dudałę. W jego obronie głos zabrali nie tylko dziennikarze, ale też wybitni prawnicy, w tym sędzia Barbara Piwnik - bez skutku. O sprawie wie Prokuratura Generalna, do której zwrócono się o ewentualne sporządzenie wniosku z urzędu o wznowienie postępowania, ale zabiera się ona do tego z szybkością żółwia. Trudno się dziwić, wznowienie grozi ujawnieniem matactw popełnianych w śledztwie przez oskarżycieli. A to oznacza zagrożenie nowym prokuratorskim skandalem. Prokuratorowi generalnemu Andrzejowi Seremetowi lenistwa nikt nie zarzuca. To wyjątkowo sumienny i rzetelny urzędnik. Ma jednak swoje wady, a jedną z nich wydaje się zbyt wielkie zaufanie, jakim obdarza podwładnych.

Ślepy upór

Pisaliśmy wyżej o braku determinacji, opieszałości, pochopności w umarzaniu. Nierzadko zdarza się postawa przeciwna: ślepy upór, jakby prokurator się zawziął. Znanych w Krakowie działaczy opozycyjnych z czasów PRL, a potem przedsiębiorców Lecha Jeziornego i Pawła Reya wtrącono do aresztów z powodu podejrzeń o przestępstwa natury gospodarczej. Młody prokurator dowody zgromadził przy pomocy urzędu skarbowego. Jeziorny i Rey kierowali wtedy dużymi przedsiębiorstwami: Zakładami Mięsnymi i spółką Polmozbyt. Ich trzymano pod kluczem, tymczasem na czele rady nadzorczej Polmozbytu stanął dyrektor skarbówki, ten sam, któremu zawierzył prokurator. Firma została sprzedana za bezcen. Zakłady mięsne - pozbawione właścicieli - splajtowały. Prokurator chciał mieć sukces, oskarżył obu podejrzanych o wyprowadzenie kilkudziesięciu milionów złotych, potem tę sumę stopniowo zmniejszał, a przed sądem okazało się, że nie wyprowadzono nawet złotówki. Obaj zostali uniewinnieni, de utraconych majątków nikt im już nie zwróci. Kiedy toczyło się śledztwo, murem za młodszym kolegą stali jego przełożeni. Korporacyjna solidarność ujawnia się równie często jak wspomniana anarchia czy brak nadzoru. Tym o nią łatwiej, że odpowiedzialność za prawidłowe postępowanie ponosił wyłącznie prowadzący sprawę prokurator. Po wyrokach uniewinniających krakowscy śledczy nabrali wody w usta.

Epidemia spiskowa

Ten objaw pojawił się po odejściu z urzędu ministra Zbigniewa Ziobry. Awansowani za jego czasów prokuratorzy poczuli się zagrożeni i wszędzie wietrzyli spiski. Prokuratura podzieliła się według klucza: ziobryści i antyziobryści. Jedni podejrzewają drugich - albo o lojalność wobec dawnych szefów, a nie własnej instytucji, albo o wysługiwanie się platformersom. W takiej atmosferze praca schodzi na drugi plan.
Wojenna retoryka udziela się nawet szanowanym i całkowicie apolitycznym prokuratorom. Warszawski prokurator Jer: Mierzewski, który przez lata prowadził wspomniane śledztwo w sprawie śmierci gen. Papały, po rewelacjach łódzkiej prokur tury uznał, że to element nieformalnego układu mającego bron Edwarda Mazura, któremu on postawił ostre zarzuty.
Z kolei jeden z prokuratorów z grupy badającej (wciąż!) sprawę porwania Krzysztofa Olewnika wyraża opinię, że szef tego zespołu prok. Zbigniew Niemczyk stal się niewygodny dla chcących ukryć prawdę. Dlatego ktoś (z Prokuratury Generalnej) planuje jego utrącenie., A jak poleci jego głowa, polecą i nasze" - tymi słowami podkreślał niedawno dramatyzm sytuacji. Tymczasem na głowę prokuratora Niemczyka na razie nikt nie poluje. Śledztwo, zgodnie z jego postulatami, jest sukcesywnie przedłużane.

Nieszczelność użytkowa

Z jednej strony wszystko, co dzieje się wewnątrz prokuratur, objęte jest głęboką klauzulą poufności, a tajemnica śledztwa to rzecz święta. Z drugiej - zdarzają się kontrolowane przecieki. Oto jeden z polityków PiS powołuje się na treść zeznań, świadka koronnego Piotra K., ps. Broda, po to, by przypiec politykowi z przeciwnego obozu. Zeznania Brody są tajne, ale nie dla wszystkich.
Dziennikarze zaprzyjaźnieni z prokuratorami dostają informacje z pierwszej ręki, ale bez podawania źródeł. Wiedzą szybciej od zainteresowanych, kiedy i gdzie odbędzie się zaplanowane przeszukanie mieszkania, już czekają z kamerą na ekipę śledczą. To handel wymienny - coś za coś. I bezpieczny proceder. Prokuratura wszczyna potem postępowanie w sprawie przecieku, ale bez entuzjazmu, bo przecież dziennikarz swojego źródła nawet na mękach nie zdradzi.

Jak leczyć

Szef Krajowej Rady Prokuratury Edward Zalewski uważa, że w sprawie Amber Gold nie zawiódł system, ale po prostu ludzie, i w wielu innych sprawach dzieje się podobnie. Podczas majowej debaty u prezydenta Bronisława Komorowskiego zgłosił potrzebę stworzenia nowej ustawy o prokuraturze, idącej w odmiennym kierunku niż nowelizacja proponowana przez ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. Minister chce większej kontroli politycznej nad poczynaniami Prokuratury Generalnej (coroczne sprawozdania poddawane pod sejmową debatę), Edward Zalewski domaga się natomiast rewolucyjnej zmiany w usytuowaniu prokuratury w postępowaniu sądowym: - Postępowania przygotowawcze i śledztwa prowadziliby policjanci i funkcjonariusze innych służb, a prokurator wyłącznie oskarżałby przed sądem. To rola skrojona dla niego, nie jest przecież śledczym tropicielem, ale wyłącznie prawnikiem.
Prokuratorzy z rejonówek mają na swoją obronę poważny argument: są zawaleni robotą, każdy prowadzi po kilkadziesiąt spraw. I właśnie tym tłumaczą błędy albo brak determinacji w ściganiu złoczyńców. W takim razie powinni zajmować się wyłącznie drobnicą, kradzieżami na małą skalę, lokalnymi kryminałkami. Zabójstwa i sprawy gospodarcze to powinna być domena prokuratur wyższych instancji. Tak właśnie postuluje Andrzej Seremet.
W sytuacji, kiedy choroba wciąż postępuje, warto zastanowić się nad każdym potencjalnym lekarstwem. Do tej pory przez lata dostrzegano tylko jeden rodzaj terapii - w centrum uwagi stawiano sprawę politycznego usytuowania prokuratury. Wymienione bolączki wymagają leczenia uzupełniającego. Wielokierunkowego, jak mówią medycy. Piotr Pytlakowski.

Więcej o Rządzie i aferach parabankowych

http://3obieg.pl/knf-do-polakow-mamy-gd ... e-portfele

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju, ... 70717.html

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/ ... kontra-CBA

meble kuchenne 4 poziom opinie

Wróć do „Parabanki”

Created by Matti from StylesFactory.pl and Warlords of Draenor
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Limited
Polski pakiet językowy dostarcza phpBB.pl
 

 

cron